Gdy pełniłem funkcję ministra kultury, nabory na kolejny rok udało się ogłaszać miesiąc wcześniej niż było to przyjęte w latach wcześniejszych i rozstrzygać je także o kilkadziesiąt dni wcześniej. W efekcie nabory ogłaszane były jesienią roku poprzedzającego i rozstrzygane na początku roku (koniec stycznia), o czym wnioskodawcy byli natychmiast informowani. Tymczasem już w ubiegłym roku ze środowiska ludzi kultury dochodziły niepokojące wieści – rozstrzygnięcia naborów się opóźniały, a z podpisywaniem umów zwlekano w sposób niezrozumiały.
Jednak tegoroczna sytuacja jest bez precedensu – najpierw przesunięto termin naborów na połowę stycznia, obiecując ich rozstrzygnięcie do końca marca. Już ten termin był zbyt późny, w katastrofalny sposób uniemożliwiając planowanie finansowania wydarzeń kulturalnych, zwłaszcza tych odbywających się w pierwszym kwartale roku. Tymczasem, jak widać, nawet terminu opóźnionego o 2 miesiące nie udało się dotrzymać. Mamy kwiecień, wyników nadal brak.
W latach 2008-2015 przyznaliśmy ponad 2 miliardy złotych na ponad 23 tys. projektów. Na skutek uwag ludzi kultury programy były modyfikowane (nowe priorytety, zmiany regulaminowe), ale przy zachowaniu trwałych, poprawianych stopniowo i możliwie przyjaznych reguł oraz terminów przyznawania dotacji.
Tylko między 2011 a 2015 rokiem nastąpił niemal dwukrotny wzrost liczby wniosków (z 6482 do 11016) składanych rocznie do wszystkich programów. W tym samym okresie poprawiła się też jakość tych wniosków – początkowo aż co piąty wniosek był błędny formalnie, po uproszczeniu formularzy wskaźnik ten spadł do 7-8% w skali roku (a zatem 92-93% wniosków była poprawna). A mówimy o ogromnej liczbie wniosków do wszystkich programów – łącznie blisko 80 tys. w latach 2008-2015.
Myślę z dumą o tym, czego udało się dokonać w latach 2008-2015, jednak muszę też powiedzieć, ze każdemu rozstrzygnięciu Programów Ministra towarzyszyła duża ambiwalencja. Z jednej strony radość z powodu licznych, bardzo dobrych projektów, które mogliśmy dofinansować. Z drugiej strony żal, że budżet Funduszu Promocji Kultury nigdy nie pozwalał na sfinansowanie wszystkich projektów, które by na to zasługiwały. Najlepszym z nich starałem się pomagać na inne sposoby, choćby za pomocą trybu odwoławczego. Mimo wszystko, z uwagi na ogromne zainteresowanie Programami, dofinansowanie mógł uzyskiwać tylko co trzeci projekt.
Jednak z każdym rokiem coraz mniej osób miało jakiekolwiek wątpliwości dotyczące samego przebiegu procesu składania wniosków i ich oceny. Na potrzeby Programów stworzono elektroniczny system składania wniosków (EBOI), formularze wniosków zostały uproszczone, a punktacja jawna. Wnioskodawcy, którzy składali wniosek z wyprzedzeniem, byli informowani o ewentualnych błędach lub uchybieniach formalnych i mieli możliwość ich poprawienia.
Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego utrzymało możliwość korekt w ocenach projektów, ale nigdy nie mogły one przekraczać 35-40% punktacji. 60% punktacji zawsze należała do ekspertów zewnętrznych, wybieranych do komisji spośród najlepszych specjalistów ze swoich dziedzin. Przy czym w trakcie prac komisji ich skład był tajny, żeby uniknąć ewentualnych nacisków. Jednocześnie jednak, dla zachowania transparentności procesu, po ogłoszeniu wyników skład każdej komisji był publikowany na stronie resortu.
Warto też zwrócić uwagę, że wprowadziliśmy możliwość uzyskania dotacji wieloletniej, pozwalającej na utrzymanie ciągłości finansowania i długofalowe planowanie budżetu. To szczególnie ważne w odniesieniu do trudnych w organizacji dużych, cyklicznych wydarzeń, takich jak najważniejsze polskie festiwale kulturalne.
Niestety, wszystkie te działania, które powinny być kontynuowane w kierunku dalszego usprawniania transparentnych procedur, zostały zanegowane przez nierzetelność obecnego kierownictwa resortu. Automatycznie podważa to zaufanie organizatorów inicjatyw oddolnych wobec państwa, a w konsekwencji może zubażać ofertę kulturalną, zwłaszcza w mniejszych ośrodkach. Dodam, że ponad połowa dotacji w okresie, gdy byłem ministrem kultury, trafiła do miejscowości poniżej 100 tys. mieszkańców.
Jestem przekonany, że społeczeństwo obywatelskie w Polsce przetrwa. Dziś nie ma łatwego czasu, ale tym bardziej chciałbym, wyrazić szacunek wobec wszystkich lokalnych aktywistów, animatorów kultury, twórców niezależnych inicjatyw kulturalnych i innych organizacji pozarządowych. Trzymam kciuki za poprawę ich sytuacji.
