O autorze
Blog będzie obejmował przede wszystkim problematykę polityczną, ale także kulturalną oraz samorządową. Pisany z trzech perspektyw: europejskiej, krajowej i wrocławskiej, nie będzie nadmiernie osobisty, choć także odmienny od klasycznej formy felietonu. Za każdym razem odniesiony zostanie do innej, jednej tezy, będącej efektem określonej obserwacji lub refleksji. Wpisy na blogu mogą pojawiać się incydentalnie, generalnie natomiast będzie on miał charakter delikatnej prognozy w oparciu o bieżące wydarzenia, procesy polityczne lub kulturowe.
www.zdrojewski.info

Czas letni do lamusa! Byleby wszyscy razem!

Unia Europejska jest bez wątpienia wartością. Odrzucam jednak przy tym nadmierny euroentuzjazm, podobnie zresztą, jak i skrajny krytycyzm. Starając się być realistą, wciąż jednak natrafiam na mankamenty, które są wodą na młyn dla kampanii przeciwników Unii, w obecnym kształcie.

Walka o likwidację czasu letniego jest dobrym tego przykładem. Trudno uwierzyć, ale próby harmonizacji DST (daylight saving time) zostały rozpoczęte blisko 50 lat temu! Ostatnia zaś dyrektywa pochodzi z 2000 roku. By nie było wątpliwości, to nie UE wprowadziła zmianę czasu, ale od wielu lat podejmuje się próby - w mojej opinii - kompletnie nieskutecznie - jej „ucywilizowania”.

W 1975 roku, po raz pierwszy, w komunikacie Komisji Europejskiej, przedstawiono negatywną ocenę braku harmonizacji krajowych praktyk w zakresie DST oraz ich niekorzystnych skutków dla rynku wewnętrznego. Rozbieżności już wówczas były kosztowne i często niezrozumiałe, komplikowały życie - zwłaszcza w usługach transportowych. Pierwszą dyrektywę Wspólnot Europejskich (WE), w sprawie czasu letniego, przyjęto w 1980r. Krótko mówiąc, potrzebowano czterech lat negocjacji, by ustalić – wówczas dla dziewięciu państw - normę dotyczącą czasu letniego.

W kolejnych dwudziestu latach, potrzebnych było aż dziewięć dyrektyw, aby system był w miarę spójny i - w skutku - bezpieczny. Nie oznacza to jednak, że mało kosztowny czy też w ogóle racjonalny.

Rozmaite badania, prowadzone równolegle z procesami harmonizującymi stosowanie jednolitych ram czasowych, pochłaniające spore koszty, nie pomagały w kluczowych decyzjach. Uzyskiwane zaś oszczędności energii - w przypadku kilku państw, mających blisko 100-letnią w tym względzie tradycję, w coraz mniejszym stopniu były policzalne i marnie bilansowały się przy kosztach innych mankamentów całego systemu.


W wyniku wielu wysiłków, często okupionych indywidualnymi odstępstwami, dopiero w siódmej dyrektywie uzyskano właściwą unifikację daty stosowania czasu letniego.
Od czasu traktatu z Maastricht (1993r.), kolejne dyrektywy UE, dotyczące czasu letniego, przyjęte były w ramach procedury współdecyzji. Z tą chwilą jednak, rozpoczęły się również boje o prawo do odstępowania od harmonizacji. Tak więc - w momencie uzyskania jednolitej wreszcie opinii (a w skutku - praktyki), wyczerpało się uzasadnienie dla założonego celu.

Biurokracja była tak wolna i tak ociężała, że przeszła przez czas korzyści z implementacji bez niej, a weszła w okres jej obrony, w momencie utraty sensowności.

W czasie tworzenia ram ósmej dyrektywy, dominowało jeszcze przekonanie o sensowności istnienia czasu letniego. Później, stanowisko ekspertów, a także opinii publicznej, zaczęło przybierać już odmienny kierunek. Uchylenia dyrektywy z roku 2000, domagali się członkowie specjalnej grupy roboczej Parlamentu Europejskiego, aktywni członkowie trzech debat w samym Parlamencie, a także eksperci.

Ostatnie głosowanie na sesji w Strasburgu, stanowiło dość zmasowany atak na Komisję Europejską i jej wezwanie do przeprowadzenia wnikliwej oceny obowiązującej dyrektywy 2000/84/WE, w sprawie ustaleń dotyczących czasu letniego oraz - w razie konieczności - do przedłożenia wniosku, dotyczącego jej gruntownego przeglądu.
Europa obfituje dziś w liczne usługi komunikacyjne. Przemieszczanie się rozmaitymi środkami, w przypadku zmian czasu, rodzi ogrom komplikacji. Cierpią na tym także usługi finansowe, dokonywane operacje w sieci, a nawet dość duża grupa prozaicznych doświadczeń dnia codziennego. Wszyscy prawie są zgodni, że zmiana czasu wpływa też niekorzystnie na cykl życia zarówno ludzi, jak i zwierząt.

Mija 18 lat od przyjęcia dyrektywy 2000/84/WE – momentu, gdy po raz ostatni, bez cienia wątpliwości – praktyka zmiany czasu miała jeszcze sens, i - aż 18 lat - od momentu, gdy administracja unijna powinna być gotowa do sprawnego wycofania się z coraz bardziej kosztownych i uciążliwych operacji.

Za rok kończy się obecna kadencja Parlamentu Europejskiego, a także Komisji Europejskiej. Ciekaw jestem, czy administracja jest w stanie udowodnić, że sprawność reagowania na zmieniające się wraz z upływem lat warunki, nie stanowi najsłabszego ogniwa w działalności instytucji europejskich.

Dodam, że jestem zwolennikiem odstąpienia od obecnych rozwiązań, w zakresie zmiany czasu. Nie przesądzam, który czas (letni czy zimowy) powinien pozostać przez cały rok (choć mam swoją preferencję). Wsparłem złożoną w sejmie propozycję PSL. Zastrzegłem jednak, że wyłączenie jedynie Polski z obowiązujących w Unii Europejskiej regulacji, nie jest dobrym rozwiązaniem. Krokiem w dobrym kierunku byłoby natomiast sprawne przyjęcie odejścia od obowiązujących reguł, w całej Unii.
Trwa ładowanie komentarzy...