Antoni Macierewicz dewastuje armię

Faktem jest, że nie ma silnego resortu obrony bez istotnego wsparcia ze strony MSZ. Dziś oba resorty osłabiają się wzajemnie. Porażki MSZ są kluczowe dla słabości MON na arenie międzynarodowej. Błędy, zaniechania, braki kompetencyjne w MON, niszczą skromną wiarygodność MSZ w obszarze bezpieczeństwa.

Obrazki z przyjazdu do Polski wojsk NATO-wskich są przekazem obarczonym sporym ładunkiem dezinformacji. Decyzja o wzmocnieniu wschodniej flanki była efektem naszej aktywności dyplomatycznej i finalnych uzgodnień lat 2013-2014, a przede wszystkim szczytu w Newport w 2014 roku. Tylko dzięki absorbującej kampanii prezydenckiej w USA nie weryfikowano konsekwencji tamtejszych decyzji i uzgodnień.



Jeszcze warto przypomnieć, że w efekcie agresji Rosji na Ukrainę szczyt NATO przebiegał inaczej, niż wcześniej planowano. Szybciej także ustalono terminarz kolejnych spotkań. Podjęto kluczową decyzję o ustanowieniu RAP (Readiness Action Plan), Planu Gotowości Sojuszniczej, a także wzmocnieniu Sił Odpowiedzi na wschodniej flance. W tych uzgodnieniach oczywiście nie brali udziału ani poseł Macierewicz, ani także Waszczykowski. Dziś są jedynie beneficjentami wcześniejszych ustaleń i skomplikowanych negocjacji.

Nie wchodząc w szczegóły, kluczowe znaczenie w tamtych decyzjach miały kwestie naszej wiarygodności, przewidywalności, a także wypracowane szczegóły przez sztab naszych oficerów z najwyższej półki.

Dziś generałowie, oficerowie o najwyższych kompetencjach, kluczowym doświadczeniu nie tylko odchodzą z armii, są wypychani, ale też niemile widziani jako eksperci. To więcej niż sabotaż.

Pamiętam czas licznych, dość ostrych sporów, różnic zdań pomiędzy dowódcami, generałami rodzajów sił zbrojnych, ekspertami, a zwłaszcza szybko (czasami zbyt szybko) awansowanymi wysokimi oficerami. W kuluarach spory generałów Stanisława Kozieja, Waldemara Skrzypczaka, ale także Mieczysława Cieniucha, Mirosława Różańskiego, Marka Tomaszyckiego, nie zapominając oczywiście o gen. Romanie Polko, były stałym elementem towarzyszącym prawie każdej ceremonii. Śmiem jednak twierdzić, że każdy uznawał armię, bezpieczeństwo Ojczyzny oraz noszony mundur za święte i godne wszelkiej obrony. Dziś wszyscy zgodnie mówią to samo. Z innych punktów widzenia, z innym bagażem doświadczeń, z uwagi na odmienne preferencje wzmacniania armii, ale przekaz jest wspólny:

Armia jest osłabiana! Jej zdolności pomniejszane, a perspektywy wręcz niezwykle groźne dla naszego systemu bezpieczeństwa.

Informacja o ewentualnym wycofaniu Polski z Eurokorpusu nie była fałszywa. Propozycje pomniejszenia lub wycofania naszego w niej udziału pojawiały się już wcześniej. Byłem gościem tej jednostki i wiem, że wymaga reformy, wzmocnienia, zmian w systemie jej funkcjonowania.

Niemniej jednak istotne jest, w którym momencie znów kwestia jest podnoszona. Śmiem twierdzić, że w najgorszym. Lata 2018 i 2019 to wreszcie czas, gdy polscy oficerowie, po okresie służby, obejmą rotacyjne, wysokie nominacje. Mamy szansę na dowodzenie i udział w niezbędnych korektach dotyczących samego korpusu.

Dementi MON spóźnione jak zwykle. Zwłoka w tego typu sprawach druzgocąca dla naszej wiarygodności. Osłabienie naszych reprezentantów w Eurokorpusie stało się faktem.

Polityka przekazów prasowych składa się dziś wyłącznie z wpadek, niespójności, terminów wskazanych i niedotrzymanych, a także… przemilczeń
. Co o swoim dowódcy ma dziś myśleć żołnierz? Jakich autorytetów szukać?

Minister i jego wiceministrowie każdego tygodnia dowodzą swojej niekompetencji. Bartosz Kownacki, twierdzący, że helikoptery to kwestia trzeciorzędna, powinien otrzymać dymisję 30 sekund później. Prezydent będący de facto zwierzchnikiem sił zbrojnych abdykował, a generał Różański w wywiadzie dla TVN wypowiada się tak, jakby w tej sytuacji musiał go zastąpić. Udanie.

W momencie gdy największe państwa europejskie deklarują potrzebę ściślejszej współpracy obronnej, polski MSZ, MON albo nie odpowiadają, albo dystansują się od padających propozycji. To dokładnie tak, jak rząd PiS postawił na Camerona, a on wyprowadził Wielką Brytanie z UE.

O swoich ocenach zerwania kontraktu z Airbusem pisałem. Dziś jednak warto przypomnieć w punktach najważniejsze roczne dokonania obecnej ekipy MON:

1. Zniszczenie zawodowych, transparentnych, apolitycznych, profesjonalnych ścieżek awansu.

2. Pozbawienie armii kilkudziesięciu generałów z najcenniejszym doświadczeniem, ćwierci tysiąca wysokich oficerów i brak jakichkolwiek ofert ich wykorzystania w innych rolach czy funkcjach.

3. Poddanie armii żenującym praktykom, niemającym nic wspólnego z powagą munduru, a zwłaszcza z konieczną w armii powściągliwością w medialnych komunikatach.

4. Kompletny bałagan, brak kompetencji, a szczególnie decyzyjności w programach dozbrajania armii.

5. Dewastacja procedur przetargowych.

6. Utrata wiarygodności wśród najważniejszych dostawców sprzętu wojskowego.

7. Kuriozalne traktowanie wojsk pancernych i nieliczenie się z uzyskiwanymi doświadczeniami w misjach zagranicznych.

8. Niebywałe osłabianie służb wywiadu i kontrwywiadu wojskowego.

9. Redukowanie naszej aktywności na arenie międzynarodowej, a zwłaszcza w strukturach NATO-wskich.

To jedynie skromna ilustracja stanu rzeczy. Jest dużo gorzej. Tabloidy żyją Bartłomiejem Misiewiczem. Po części słusznie. Jest świetną ilustracją tego, co armia przeżywa. Ale ten młody człowiek, ulokowany nie tam gdzie trzeba i z władzą nieadekwatną do posiadanych kwalifikacji przysłania dużo poważniejsze mankamenty stanu rzeczy. „Szwejk”, rządzący generałami, odbierający najwyższe honory, nie jest „wyjęty” z przygód czeskiego pisarza ani też z „Paragrafu 22” – jest prawdziwy. Ale to jedynie swoisty szyld, przyciągający uwagę, a przez to zasłaniający dużo poważniejszą skalę zdarzeń, niezwykle niepokojących, wręcz dramatycznych i o trudnych do ocenienia dziś konsekwencjach.
Trwa ładowanie komentarzy...