O fałszowaniu historii

Lech Wałęsa jako pierwszy wyróżniony przez tygodnik "Time" Polak, pojawił się na jego okładce w 1981 roku.
Lech Wałęsa jako pierwszy wyróżniony przez tygodnik "Time" Polak, pojawił się na jego okładce w 1981 roku. Time, Okładka tygodnika Time
W ostatnim czasie ze smutkiem obserwuję rozmaite próby fałszowania historii. Dopóki rzecz sprowadzała się do mało akademickich polemik o plusach i minusach określonych wydarzeń czy rolach poszczególnych bohaterów można było je tolerować, jako element rozgrywek wyłącznie politycznych.

Dziś przekaz ma charakter bardzo szeroki, agresywny, często adresowany do najmłodszych odbiorców i jest z pewnością świadomą działalnością propagandową o określonym celu. Pomija się przy tym nie tylko fakty, ale także wcześniejsze, nie pasujące do obecnej narracji zmiany w poglądach, postawach rozmaitych kluczowych postaci.



Warto np. pamiętać, że Prezydent Bronisław Komorowski kontestował Okrągły Stół, natomiast Prezydent Lech Kaczyński brał udział w pracach jednego z tzw. podstolików, a nawet uczestniczył we wcześniejszych spotkaniach przygotowawczych w Magdalence. To jedynie drobiazg. Raczej usuwana przeszkoda dla klarownego własnego przekazu.
Fałszowanie historii niestety realizowane jest w praktycznie wszystkich aspektach i nie sprowadzają się jedynie do przemilczeń, ale wręcz tworzenia przekazów nie mających nic wspólnego z faktami. Podobnie jest z wyrażanymi opiniami i to przez funkcjonariuszy publicznych, reprezentujących najwyższe urzędy. Podczas pogrzebu „Inki” i „Zagończyka” Prezydent Duda dał przemówienie, które po prawej stronie sceny politycznej wzbudziło entuzjazm, a u reszty, cóż, zażenowanie, oburzenie, ale i zdziwienie. Prezydent zasugerował bowiem, jakoby po 1989 r. w Polsce rządzili zdrajcy, kontynuatorzy podporządkowanej Związkowi Radzieckiemu PZPR. Za haniebne uznał, że do pogrzebu dochodzi dopiero w 2016 r.
Ustalmy zatem podstawowe fakty, by zrozumieć, jakie są prawdziwe powody organizacji pogrzebu właśnie w tym roku. Szczątki Danuty Siedzikówny ps. „Inka” oraz Feliksa Salmanowicza, ps. „Zagończyk” odnaleziono w 2014 r. na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku. Ostatecznie IPN potwierdził identyfikację na początku 2015 r. Zatem pogrzeb wcześniej odbyć się po prostu nie mógł. Ostatecznie ustalono datę na 70. rocznicę zgładzenia „Inki” i „Zagończyka”.

A przecież to tylko część działań rządu PO-PSL oraz instytucji państwowych w ubiegłych latach. Już w 2011 r. Prezydent Komorowski podpisał Ustawę o ustanowieniu Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Z kolei w 2012 r. a nie dopiero teraz, ruszyły prace ekshumacyjne w zbiorowej mogile na tzw. „Łączce”. Od tego czasu zidentyfikowano 47 ciał polskich żołnierzy niepodległościowych zamordowanych w latach stalinowskich. Jeszcze w 2015 r. odsłonięto Panteon – Mauzoleum Wyklętych-Niezłomnych na kwaterze „Ł” warszawskich Powązek. Swój udział w jego powstaniu mieli Prezydent Komorowski, Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, a także Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Panteon został wybudowany kiedy tylko było to możliwe, czyli zaraz po zakończeniu prac ekshumacyjnych.

Fałszowanie historii służyć ma bieżącej walce politycznej, ale nie ma w tym krztyny logiki. Podczas spotkania promującego autobiografię polityczną Jarosław Kaczyński mówił, że należy pamiętać, że na przełomie PRL-u i III RP Lech Kaczyński był pierwszym zastępcą przewodniczącego „Solidarności”. W tym momencie prowadzący spotkanie Michał Karnowski podpowiedział teatralnym szeptem „praktycznie to on przewodził”, co Kaczyński zaraz powtórzył. A zatem Lech Kaczyński „praktycznie” przewodził „Solidarności”, Lech Kaczyński uczestniczył w Okrągłym Stole, później był ministrem w kancelarii Prezydenta Wałęsy, ministrem w rządzie Jerzego Buzka, w końcu sam został prezydentem. Jak zatem Prezydent Duda, który wielokrotnie wspomina, że chciałby być kontynuatorem dzieła śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, może dezawuować wszystkich polityków będących u władzy od 1989 r.?
A przecież tych większych i mniejszych fałszerstw jest dużo więcej, wspomnieć należy o jeszcze przynajmniej jednym z nich. Podczas lipcowego szczytu NATO (który odbywał się w Warszawie dzięki zabiegom dyplomatycznym poprzednich władz Polski, w szczególności Prezydenta Komorowskiego i Ministra Siemoniaka) na Stadionie Narodowym pokazano wystawę „Polska w NATO”, na której były zdjęcia Jana Olszewskiego czy Lecha Kaczyńskiego, a nie znalazło się miejsce chociażby dla tych, którzy wejście do NATO sfinalizowali – Bronisława Geremka, Jerzego Buzka, Aleksandra Kwaśniewskiego. O innych zasłużonych nie wspominając…

Święto rocznicowe związane z pozyskaniem F-16 także wykorzystano do pominięcia kluczowej roli ministra obrony, św. pamięci Jerzego Szmajdzińskiego i jego zastępcy Janusza Zemke.
Gdy 31 sierpnia rano zobaczyłem pierwszą stronę „Gazety Polskiej Codziennie”, powiązanej z politykami PiS-u, na której znajdował się tytuł „Pierwsza rocznica w wolnej Polsce”, przestałem się dziwić. To zaczęło układać się w klarowną całość. Po prostu prawda historyczna nie ma znaczenia.

Przypomnę, iż przez ponad 11 lat byłem prezydentem Wrocławia. W tym czasie walka o prawdę historyczną toczyła się z użyciem dwóch fałszywych mitów „miasta w którym każdy kamień mówi po polsku”, a „ziemie po prostu wróciły do macierzy” z mitem wyłącznie niemieckiej historii miasta. Nie bez problemów, ale udało się przywrócić miastu godność z prawdą o jego historii z elementami polskimi, czeskimi, habsburskimi i oczywiście niezwykle istotnego dorobku niemieckiego. Nazwiska Berga, Grossera, Mendelsohna, Poeliziga, Pluddemanna nie są wrocławianom obce. Pomógł prof. Norman Davies pisząc na moją prośbę historię Wrocławia. Dziś prawda o historii Wrocławia jest dla miasta żródłem jego siły i tworzy ważny wzorzec np. dla Lwowa.

Broniłem dorobku śp. Janusza Kurtyki, pomagałem w publikacji wielu krytycznych wydań obejmujących współczesną historię. Sporo wysiłków włożyłem w prace ratunkowe nekropolii z polskimi grobami zlokalizowanymi poza naszymi granicami. Wszystko po to, by nie zacierała się pamięć, a tym bardziej nie była fałszowana nasza historia. Dziś to nie obcy, lecz grupa rodaków manipuluje faktami.

Przyznam, iż obawiałem się także o kształt obchodów w Stoczni Gdańskiej, o to, co tym razem powie Prezydent RP. Tym razem szczęśliwie zawiodłem się – Prezydent Duda podał Prezydentowi Wałęsie rękę przekazując znak pokoju, a następnie, podczas uroczystości w historycznej Sali BHP, gdzie Wałęsy już nie było, mimo wszystko wspomniał o Jego roli. Media o tym geście mówiły przez kolejne dni. I to jest właśnie najgorsze – cieszymy się z tego, co powinno być normalnością, a nad nienormalnością zaczynamy przechodzić do porządku dziennego.
Trwa ładowanie komentarzy...